Ostatnia relacja przed wyjazdem - środa, 12 listopada 2008
Kolejnego dnia, już po dotarciu na metę postawiliśmy wyprawowe owo. Nie zabrakło w nim tradycyjnych elementów takich jak czaszka, rogi, słodycze i banknoty, dorzuciliśmy również parę polskich monet, gogle, okularki anaglifowe, parę drobiazgów i zestaw do naprawy dętek, na wypadek, gdyby znalazł się w okolicy jakiś żaglonauta w potrzebie, tudzież inny pojazd parzysto lub nieparzystoślady. Na drewnianej belce widnieją nasze imiona - marker nie jest trwały, trzeba będzie raz na jakiś czas wracać by odnowić napisy:)
Jest też stosowna tabliczka i resztki wypalonej na otwarciu owo flary. Mieszkający w pobliskiej jurcie pasterze obiecali, że będą o nasze owo dbali. Na koniec zaserwowaliśmy sobie rundę honorową po przedmieściach Mandał-Gobi. Wiatr był oszałamiający, smakowaliśmy te chwile w pełnym pędzie. Ach... Najciekawiej było, kiedy przy prędkości dochodzącej do 75 km/h wpadało się nagle w zaschnięte koleiny samochodowe, najlepiej jeszcze jak wiodły one w poprzek drogi. Wówczas wydawało się, że mózg zaraz wyskoczy uszami a żołądek zajmie jego miejsce. Tak, szalone chwile, szalone i piękne. Za te wszystkie chwile dziękuję przede wszystkim Całej Załodze Gobi 2008. Sąrzeczy, którym podołać może tylko Kamanda Paruswoza (tudzież Banditskaja Kamanda) :)
W imieniu naszej Dryżyny dziękuję też Wszystkim, którzy pomogli nam przy organizacji wyprawy, którzy dorzucili swój kamyk do wyprawowego owo. Dziękuję Tym, którzy wsparli nasze przedsięwzięcie oraz Tym, którzy nam silnie kibicowali - to dało się odczuć. Znajomym i nieznajomym za ciepłe słowa. Rodzinom za zaangażowanie i pomoc (szczególnie za poratowanie nas w podbramkowej sytuacji w Bajantoroi). Sponsorom za wspaniałe sprzęty i wsparcie finansowe - bez Was byłoby ciężko zorganizować ten rejs. Patronom za czujność i entuzjazm. Przyjaciołom za podsycanie wiary, że się uda. Przemkowi za to, że był z nami. Pionierom za impuls do działania, a Wojtkowi Skarżyńskiemu za całokształt.
Dobrej nocy, trzymajcie się, tu w Ułan Bator dziś znów pruszył snieg. Napracowaliśmy się przez ostatnie dni, czas już wracać "do kraju tego, gdzie kruszynę chleba..." Do zobaczenia, Ania
p.s. Żaglowozy zostają w Mongolii. Nie udało się nam zdobyć wystarczających środków na wysłanie ich do Polski. Wrócimy po nie na wiosnę... O przedzieraniu się przez gąszcz formalności, o konferencji prasowej i o pewnym dość spektakularnym wybryku... napiszę już chyba z kolei transsyberyjskiej...:) Pozdrawiam! a.