GOBI 2008
Wstęp - 30 lat później
AKTUALNOŚCI
RELACJE archiwum
WYSTAWA, POKAZY
Pomoc dla dzieci!
MAPA
Historia wypraw
Żaglowozy
WYPRAWA GOBI 2008
WSPIERAJĄ NAS
Inspiracja
Cele wyprawy
Ojciec Chrzestny
Trasa wyprawy
Uczestnicy
Konstrukcja Gobi 3
Galerie zdjęć
Sponsoring
MEDIA o NAS
inne
Księga Gości
Kontakty
Do pobrania:)
WYSTAWA 3D

Wstęp - 30 lat później arrow AKTUALNOŚCI arrow Na Gobi upał. Prace bosmańskie trwają - wtorek, 30 września 2008
Na Gobi upał. Prace bosmańskie trwają - wtorek, 30 września 2008 PDF Drukuj Email

27 września 2008

Dziś popełniliśmy etap wsteczny. Jest to rodzaj etapu, który charakteryzuje przemieszczanie się przeciwległe do kierunku docelowego przemieszczania się wyprawy.


Sytuacja taka powstaje wówczas, gdy wiatr wiejący z zachodu gdzieś gubi się wśród saksaulowych lasów i ustępuje miejsca bratu ze wschodu.


Dziś Wojtek wyjeżdżał na kilkudniowy objazd swych mongolskich starych szlaków i przy okazji zaholował nas 12 km pod wiatr na wschód. Bajra ze swoim "Barowozem" (naszym gazem 66) został w starym obozie z Piotrem i Irkiem. Xenia, ja, Bogumił i Światek postanowiliśmy spróbować szczęścia przy tym subtelnym wschodnim zefirku i dojechać do starej bazy. Próba zakończyła się sukcesem, ale zakończyła się też dość szybko. Dmuchnęło parę razy i zgasło po 2 km turlania się pod górkę;) Mieliśmy jeszcze 10 km do bazy a wiatru niet. Próbowaliśmy po mongolsku gwizdać na przywołanie wiatru - wciąż nic. Nie pomógł nawet pokaźny zapas sponsorskich RedBulli zabranych na drogę - żaglowozom skrzydeł nie przybyło. Nam natomiast przybyło sił i żaglowozy ruszyły miarowo na pych ku zachodowi. Ochrzciliśmy ten dzień Dniem Żaglowozowej Kultury Fizycznej;) W końcu ukazał się na horyzoncie Bajrowóz i założyliśmy kolejny obóz na pobliskim wyschniętym jeziorze. Piękne klepisko, przy dobrym wietrze można by na nim urządzać zawody w żaglowoźnictwie;)

Teraz pieczemy chleb w ognisku, potem będą ziemniaczki ;). Noc jest przenajciemniejsza, księżyca brak. Planujemy prace bosmańskie na dzień jutrzejszy - trzeba załatać dziury w żaglach powstałe podczas wywrotek, pozszywać siedzenia, nakleić nowe naklejki, co nieco podokręcać.

Ach, kiedy upiecze się ten chlebek w kociołku.



28 września

Wciąż to samo wyschnięte "jeziorko" o spękanej mocno "tafli". Trochę saksaulowych krzaków, równina od północy i południa ograniczona pasmem wysokich gór o zaśnieżonych szczytach. Totalny brak wiatru. Cisza. Trzeba zebrać się do pracy.

Prace bosmańskie w toku. Naklejamy nowe bannery sponsorskie na żagiel Gobi3, cerujemy żagle, siedzenie w Gobi2, Światek z Bogumiłem robią nowy, mocniejszy sztag do Gobi3 (okazało się, że STALOWA lina zakupiona w Polsce zawiera w rdzeniu PLASTIKOWY sznurek (a la snopowiązałka), szok!) Na szczęście mamy zapas grubej stalówki z mongolskiego bazaru. Po chłodniejszych czasach nastał egzotyczny upał - tego się nie spodziewaliśmy o tej porze roku. Faktem jest, że zjechaliśmy teraz dużo niżej no i przyszedł ciepły front. 30,8 stopni C! W nocy z kolei przymrozek. Taka właśnie jest Gobi, zmienna, zaskakująca, nieprzewidywalna. Ciężko pracuje się w takim upale, trzeba jednak wykorzystać chwilową flautę i zrobić to co trzeba. W następstwie bezdusznego upału ruchy stają się powolne, każdy szuka cienia i picia. Kończy nam się woda, musimy oszczędzać. Na szczęście jest jeszcze sporo RedBull'i. Praca idzie wolno, ale już blisko do mety. Widzę kątem oka, że Irek wygmerał gdzieś piłkę nożną Bajry - chyba mu zaszkodziło słońce, że chce jeszcze grać w piłkę w tym upale;) Nie znajduje jednak poklasku w załodze. Xenia rozszalała się w kulinarnych ekscesach i wskutek jej dokonań w tym zakresie, Jeziorko Nicości nazwaliśmy Jeziorkiem Rozpusty ;) Chyba słońce zbiera większe żniwa, bo z kolei Bajra zasiada za sterem Gobi3. Do tej pory wzbraniał się, że nie usiądzie - Ja nikagda nie budu, ja bajus,
eta nie dla mienia. Teraz śmieje się głośno, że ujechał parę metrów przez obozowisko. Ja znajduję natchnienie w narzędziach Luny i układam mozaikę. Światek dla odmiany usiadł przy tlącym się jeszcze ognisku - jakby upału było mu mało. Bogumił gwiżdże żeby zakląć wiatr. To mongolski zwyczaj. Piotr planuje jakąś mega wczesną pobudkę na jutro - cóż za sadystyczne ciągoty.

Jest już wieczór, prace skończone, robimy ognisko. Męska część załogi grupowo, komisyjnie piecze chleb w kociołku. Wyszedł pycha, prawdziwy, chrupiący taki, polski normalny chleb, mniam! Może gwizdanie Bogusia przyniesie efekt i jutro w końcu ruszymy, oby.

 


29 września

Pobudka. Cisza na pustyni, wiatru brak a gdy wieje to wieje w oczy, od wschodu. To nie fair z jego strony, przecież nie możemy tu tkwić w nieskończoność... Myślę, że może trafiliśmy do jakiejś "bermudzkiej niecki" i może po prostu trzeba spróbować szczęścia gdzieś indziej. Bierzemy żaglowozy na hol i przemieszczamy się równolegle za pasmo pobliskich wzniesień. Jedziemy ze Światkiem na dachu Bajrowozu. Po ok. 25 km nagle czujemy silniejszy podmuch - czyżby wiatr powrócił?! - Pioooootr, stooooop! - Światek przekrzykuje silnik i daje znać Piotrowi, który siedzi w szoferce - zatrzymaj Bajrę, przetestujmy wiatr. Wyciągam wiatromierz – wieje 16-18 km/h - niewiele, ale może wystarczy. Na dodatek, co najważniejsze wieje z południowego zachodu - hurra!!! Ściągamy bomy z dachu, wciągamy żagle.
Światek baksztagiem rusza pierwszy na Gobi3. Za nim Bogumił - to jego pierwszy etap. Ciekawa jestem jak sobie brat poradzi. Nie ma żadnych problemów, odjechał w pięknym stylu ;) Mijamy ich gazem, machają szczęśliwi. Wiatr nie jest zbyt silny (z wyjątkiem drobnych szkwalików), podłoże dość twarde i w miarę równe. Robimy niecałe 20 km, tuż przed zachodem słońca wiatr ustaje.

Dziś po drodze kupiliśmy w napotkanym jurtowisku kumys w wielbłądziego mleka i prawdziwy prawie żółty ser - ale pyszna kolacja. Była tam też okazja do przejażdżki na tzw. "śmierduchu" (tak roboczo nazywamy wielbłądy) i nabrania wody w źródełku, no może w czymś w rodzaju źródełka. Czas podładować baterie od krótkofalówek i aparatów (Duży ukłon dla AriesPower HONDA za rewelacyjny generator!)  i do spania - dziś noc bez namiotów, ot tak, pod gwiazdami.

Dobranoc,
Ania

p.s.
W imieniu całej Wyprawy dziękuję wszystkim bliskim, znajomym i nieznajomym za dopingujące e-maile i wpisy do księgi gości:)

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
SPONSORZY GŁÓWNI










PARTNERZY TECHNOLOGICZNI




WSPÓŁPRACA







POLECAMY:)





  • Anna Grebieniow ©
  • Kontakt
  • Start
  • drogę tworzy się, idąc nią...
  • nr konta: Wyprawa GOBI 2008 - mBank 11 1140 2004 0000 3902 5062 4929