GOBI 2008
Wstęp - 30 lat później
AKTUALNOŚCI
RELACJE archiwum
WYSTAWA, POKAZY
Pomoc dla dzieci!
MAPA
Historia wypraw
Żaglowozy
WYPRAWA GOBI 2008
WSPIERAJĄ NAS
Inspiracja
Cele wyprawy
Ojciec Chrzestny
Trasa wyprawy
Uczestnicy
Konstrukcja Gobi 3
Galerie zdjęć
Sponsoring
MEDIA o NAS
inne
Księga Gości
Kontakty
Do pobrania:)
WYSTAWA 3D

Wstęp - 30 lat później arrow AKTUALNOŚCI arrow "GOBI uże!" - poniedziałek, 15 września 2008
"GOBI uże!" - poniedziałek, 15 września 2008 PDF Drukuj Email

Fotorelacja 11-13 września: 

11 września
Napotykamy na drodze dość osobliwy pomnik. Jest to ogromny pomnik konia, jeszcze w fazie budowy. Upamiętnia rumaka, który wsławił się niecałe 300 lat temu szczególnymi osiągnięciami w wyścigach. Pokonał inne konie mongolskie oraz chińskie.


Teraz za pomnikiem znajduje się symboliczny koński cmentarz, gdzie przynosi się czaszki tych szczególnie zasłużonych zwierząt.


12 września                        
Jesteśmy w drodze do celu. Przemieszczamy się z zawrotną prędkością osiągającą w porywach nawet 70 km/h. W tych warunkach oznacza to konieczność zakleszczenia się gdzieś pomiędzy plecakami by nie oberwać sufitem w głowę na wybojach. Step już płowieje o tej porze roku, jeszcze raz po raz spotykamy susły, świstaki i inne stworzenia, które czynią ostatnie przygotowania przed nadciągającą, ponoć ostrą zimą. Zatrzymujemy się na chwilę. Oglądamy niebywale ciekawe znalezisko: trzy gniazda drapieżnych ptaków (trudno powiedzieć jakich, nie mamy klucza przy sobie) w skałach na wysokości 2 m. Jest w nich cały skarbiec: począwszy od zwykłych gałęzi, poprzez szmaty, paski klinowe, pióra, jest nawet stara wycieraczka. Odjeżdżamy by nie drażnić ptaków (ornitologów z Salamandry proszę o pomoc w oznaczeniu drapoli:) ). W końcu rzeka, myjemy samochód na przyjęcie sponsorskich naklejek. W pobliskiej jurcie zamawiamy tzw. cujwan - makaron z mięsem i warzywami. Napotkana grupa Mongołów śmieje się do nas - widzieliśmy was w telewizji!

(...)
Dochodzi północ. Budzimy się na rogatkach miasta, Bajra otwiera właz, mówi, że mamy dać paszporty. O co chodzi? Wyjątkowo poważny policjant wchodzi do auta, liczy nas, przygląda się podejrzliwie całej zawartości wnętrza. Widocznie żaglowozowe "zewnętrze" pobudziło jego niepokój;) Żartujemy sobie, że może dojechaliśmy już do Chin, a nie do Bajanhongor. Po chwili wraca Esse, mówi, że zarekwirowali nam paszporty "aż do wyjaśnienia". Co oni do licha chcą wyjaśniać??? Po chwili dowiadujemy się, że w Ałtaju obrabowano bank i miejscowej policji wydaliśmy się dostatecznie podejrzani, by zatrzymać nas do rana. Mamy się gdzieś przespać i wrócić rano, paszporty śpią na komendzie. Bajra śmieje się w głos, że jesteśmy "bandit", rozkręca się impreza w tej kryminalnej konwencji. Grupa Ekspedycyjna AZYMUTH zostaje przemianowana roboczo na "Mieżdynarodnają Banditskają Kamandę AZYMUTH":).

13 września

Budzimy się w pięknej scenerii. Rzeka, wysokie góry na drugim brzegu. Mamy gości - to rodzina naszego mongolskiego kolegi z Polski - Davki. Davka pochodzi z Bajanhongor. Na wieść o naszej bytności w tym mieście bardzo się ucieszył i zmobilizował całą rodzinę do zajęcia się nami. Przygarniają nas na pół dnia. Szwagier Davki jedzie na policję negocjować nasze paszporty, ponoć zna tam kogoś ważnego. Siostry szykują gorącą strawę, kuzyni oprowadzają nas po mieście (dostali przykaz pilnowania nas na targu;) ). Odwdzięczamy się serią zdjęć drukowanych na przenośnej, sponsorskiej drukarce HP. Wzbudza to jak zwykle sporo emocji. Po odzyskaniu dokumentów (okazało się, że to jednak nie my zrabowaliśmy ten bank) czas na sesję zdjęciową w jurcie, potem nad rzeką i za miastem. Pożegnaniom nie ma końca. Pieśni, wódka, zdjęcia, uściski, toasty za przyjaźń i spotkanie. W końcu czas w drogę, Bugat wzywa.

Jedziemy w pyle, już późne popołudnie, samochód rzuca długi cień na bezdroże. Nagle Bajra zatrzymuje maszynę i otwiera nasz czołg: "Gobi uże!" Wysiadamy w pośpiechu przywitać się z Pustynią. Andrzej uruchamia kamery: "Czekałem na to 3 tygodnie"! Tak naprawdę to czekaliśmy na to prawie rok. Niecały rok temu zaczął się krystalizować i urzeczywistniać pomysł zorganizowania tej wyprawy. Dziś stajemy na pustynnej ziemi z żaglowozami na dachu gaza. Oczy nam się śmieją, na twarzach malują się wypieki. Czy tak samo czuli się pionierzy 30 lat temu? Pełni radości, energii i wiary we własne siły? Zapewne tak. Do Bugat już niedaleko, raptem dzień drogi. W tych warunkach to już niemalże za rogiem;) Już niedługo dotkniemy rdzenia tej historii. Rozpakujemy wehikuły i zmierzymy się z siłami natury.
Dopada nas radosna tzw. głupawka. Jedni się siłują, ktoś staje na głowie, sypią się żarty, wszyscy czujemy, że ZACZYNA SIĘ!
Ruszamy dalej, słońce zachodzi dziś szczególnie widowiskowo. Na horyzoncie stado kóz spowite pomarańczowo-czerwoną aurą, wyraziste chmury i ciepły wiatr. Tej nocy trochę powieje. Na dobry początek.

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
SPONSORZY GŁÓWNI










PARTNERZY TECHNOLOGICZNI




WSPÓŁPRACA







POLECAMY:)





  • Anna Grebieniow ©
  • Kontakt
  • Start
  • drogę tworzy się, idąc nią...
  • nr konta: Wyprawa GOBI 2008 - mBank 11 1140 2004 0000 3902 5062 4929