GOBI 2008
Wstęp - 30 lat później
AKTUALNOŚCI
RELACJE archiwum
WYSTAWA, POKAZY
Pomoc dla dzieci!
MAPA
Historia wypraw
Żaglowozy
WYPRAWA GOBI 2008
WSPIERAJĄ NAS
Inspiracja
Cele wyprawy
Ojciec Chrzestny
Trasa wyprawy
Uczestnicy
Konstrukcja Gobi 3
Galerie zdjęć
Sponsoring
MEDIA o NAS
inne
Księga Gości
Kontakty
Do pobrania:)
WYSTAWA 3D

Wstęp - 30 lat później arrow AKTUALNOŚCI arrow Konie Przewalskiego w Hustain Nuruu
Konie Przewalskiego w Hustain Nuruu PDF Drukuj Email

6 września
 
Odwiedzamy Hustain Nuruu - park narodowy, w którym żyją na wolności konie Przewalskiego - gatunek będący jedynym żyjącym współcześnie przodkiem konia domowego (tarpany już wyginęły). Konie te niegdyś żyły tu licznie, jednakże wskutek (głównie) ekspansji człowieka były spychane w coraz bardziej surowe warunki pustynne aż w końcu w latach 60-tych wyginęły na tych terenach.
 
 
 
Holenderski przyrodnik Jan Bouman zapoczątkował...
 
ideę ponownego wsiedlenia dzikich koni na teren Mongolii i projekt ten zakończył się całkowitym sukcesem. Obecnie kilkaset koni Przewalskiego (ok. 400 osobników) cieszy się wolnością. Żyją w parkach narodowych, które są stale monitorowane i zapewniają im możliwość spokojnej egzystencji. Człowiek przestał być w Mongolii zagrożeniem dla tego gatunku. Teraz dzikie takhi jedynie muszą chronić się przed wilkami, których w Mongolii jest niemało. Udaje nam się podejść aż trzy stada dzikich koni. Wypatrzywszy pierwsze z nich gnamy z aparatami przez pagórki, które sprawiają wrażenie niskich, dostajemy jednak słusznej zadyszki. Być może to przez emocje - w końcu podchodzimy jedyne dzikie konie żyjące na wolności.
Są! Piękne, bułane, pręgowane na grzbiecie i kończynach. Jest ich kilkanaście, Bajra liczy: - "adinnadcat hors".
Po chwili, z sąsiedniego pagórka zrywa się stado jeleni i dołącza do koników, koniom udziela się płochliwy nastrój jeleni i pospołu uciekają za kolejne wzniesienie.

 
Nie skradamy się za nimi, wracamy do auta. Tam okazuje się, że Andrzej wypatrzył kolejne stado - stado kawalerskie. Kolejne podchody i kolejne łowy fotograficzne. W końcu zaczyna się zmierzchać, musimy jechać aby rozłożyć obóz poza granicami parku. Po drodze jeszcze postój - ostatni widok na takhi przy wodopoju. Piękne są te zwierzęta. Uosabiają wolność, dumę i swobodę.
 

7 września
 
Dziś na wydmach pod Hustain Nuruu walczymy z kolejnymi kłopotami z GAZem. Coś jest nie tak. Pomimo remontu silnika jaki przeszedł, wciąż pali 60/100. To jakiś absurd, bo nawet jeszcze nie wjechaliśmy w góry. Dusi się na pagórkach, olej wycieka. Remontowali go prawie 4 dni, a tu taki zawód w terenie. Rozważamy opcję wzięcia innego samochodu. Będzie nam trudno rozstać się z GAZem ze względu na dach, na którym wspaniale się podróżuje.


Ponadto ma wiele innych zalet takich jak pojemne skrzynie, dużo przestrzeni w środku,


jest wielki i praktyczny do celów filmowych i fotograficznych. Niestety wykładany z własnych kieszeni (i kredytów) budżet tej wyprawy nie przewiduje możliwości zwiększenia nakładów na benzynę o 100%... Musimy coś wykombinować. Przemek, nasz Anioł Stróż, pisze z Polski, żeby wyregulować gaźnik. Mieliśmy nadzieję, że oni już to zrobili.
Bajra drapie się po głowie - "można pasmotrieć". Rozkłada gaźnik na części setne, stuka, dmucha, coś dokręca. Sprawia wrażenie, jakoby wiedział co robi, nie mamy jednak takiej pewności. W końcu jest inżynierem budownictwa a nie mechanikiem. Esse mówi, że będzie dobrze. Andrzej przygrywa na gitarze, Xenia szykuje śniadanie, Tomek ze Światkiem asystują Bajrze, a Piotrek starym obyczajem pewnie gdzieś się zaszył by robić zdjęcia. Piotrek robi naprawdę ładne foty, będzie co pokazać na wystawie.
W końcu ruszamy, jednak nie na długo. Kolejne obwieszczenie Bajry brzmi „benzin niet”. Do bazy parku niedaleko, pchamy gaza z górki, by nie tarasować drogi ;)


Bajra zostaje wyekspediowany z jednym z randżersów po paliwo do najbliższej stacji (20 km stąd), my wynajmujemy UAZa i ruszamy na poszukiwanie antycznych kamieni nagrobnych z VI-VIII w.n.e., podobno są takie w okolicy.


Po drodze napotykamy stada koni, wielbłądy, świstaki, gazele, zające, orły i inne ptaki drapieżne (jakie to nie wiem.. ale myślę, że ornitolodzy z Salamandry mi dopomogą w tej materii – fotki dostarczę : ) ).

 
Zapomniałabym jeszcze o czymś napisać. Na wycieczkę zabraliśmy trzech gości: Julie z Holandii, Joela z Kanady i Nicka z Anglii. Spotkaliśmy ich w Ułan Bator i zaprosiliśmy na tą wycieczkę. Podpytują już, czy będzie miejsce na wyjazd na Gobi;)
 
7 września, wieczór
 
Jedziemy stepem w kurzawie, hałas silnika zagłusza rozmowy, w ramach rozrywki gramy w piłkę, którą znaleźliśmy w jednym z luków bagażowych. Zmierzcha się, postanawiamy nocować przed Ułan Bator by o poranku wjechać do miasta, mamy nadzieję, że będą dobre wieści kontenerowo-żaglowozowe od Firmy Bracia Urbanek.
Tymczasem zauważamy na horyzoncie gąszcz halogenów przebijających się przez tabun kurzu. Mongołowie nie mają w zwyczaju nadużywania świateł zanim nie zapadnie głęboka noc i ciemność. Czyżby to ekipa Dzicz.pl? Któż oświetlałby sobie drogę na stepie tak dokładnie jeśli nie maluchy? Auta mongolskie z wysokim zawieszeniem nie muszą aż tak troszczyć się o drogę. Karawana świateł podjeżdża bliżej. Nie mamy już wątpliwości - to ONI!


Przypadkowe spotkanie w środku stepu - jak widać nie taki step szeroki jak go malują;) Machamy przez okno polską flagą, maluchy odpowiadają radosnymi klaksonami. Padamy sobie w ramiona, to niesamowite spotkanie. Postanawiamy wspólnie zabiwakować w stepie. Problemem staje się wybór miejsca - "szosa”, na której się spotkaliśmy ma min. 2 km szerokości i składa się z gęstej sieci wyjeżdżonych traktów. Każdy kierowca wybiera sobie pasującą mu nitkę, nie ma ustalonych zasad mijania, zawracania itp.
Rozbijamy się powiedzmy na poboczu, można to tak nazwać. Czas na wspólne ognisko z krowich placków. W ruch idzie gitara, nie brakuje też Czyngis Chana;)

 
GALERIA 
 
 



 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
SPONSORZY GŁÓWNI










PARTNERZY TECHNOLOGICZNI




WSPÓŁPRACA







POLECAMY:)





  • Anna Grebieniow ©
  • Kontakt
  • Start
  • drogę tworzy się, idąc nią...
  • nr konta: Wyprawa GOBI 2008 - mBank 11 1140 2004 0000 3902 5062 4929