Holenderski przyrodnik Jan Bouman zapoczątkował...
ideę ponownego wsiedlenia dzikich koni na teren Mongolii i projekt ten zakończył się całkowitym sukcesem. Obecnie kilkaset koni Przewalskiego (ok. 400 osobników) cieszy się wolnością. Żyją w parkach narodowych, które są stale monitorowane i zapewniają im możliwość spokojnej egzystencji. Człowiek przestał być w Mongolii zagrożeniem dla tego gatunku. Teraz dzikie takhi jedynie muszą chronić się przed wilkami, których w Mongolii jest niemało. Udaje nam się podejść aż trzy stada dzikich koni. Wypatrzywszy pierwsze z nich gnamy z aparatami przez pagórki, które sprawiają wrażenie niskich, dostajemy jednak słusznej zadyszki. Być może to przez emocje - w końcu podchodzimy jedyne dzikie konie żyjące na wolności.
Są! Piękne, bułane, pręgowane na grzbiecie i kończynach. Jest ich kilkanaście, Bajra liczy: - "adinnadcat hors".
Po chwili, z sąsiedniego pagórka zrywa się stado jeleni i dołącza do koników, koniom udziela się płochliwy nastrój jeleni i pospołu uciekają za kolejne wzniesienie.
Nie skradamy się za nimi, wracamy do auta. Tam okazuje się, że Andrzej wypatrzył kolejne stado - stado kawalerskie. Kolejne podchody i kolejne łowy fotograficzne. W końcu zaczyna się zmierzchać, musimy jechać aby rozłożyć obóz poza granicami parku. Po drodze jeszcze postój - ostatni widok na takhi przy wodopoju. Piękne są te zwierzęta. Uosabiają wolność, dumę i swobodę.
7 września
Dziś na wydmach pod Hustain Nuruu walczymy z kolejnymi kłopotami z GAZem. Coś jest nie tak. Pomimo remontu silnika jaki przeszedł, wciąż pali 60/100. To jakiś absurd, bo nawet jeszcze nie wjechaliśmy w góry. Dusi się na pagórkach, olej wycieka. Remontowali go prawie 4 dni, a tu taki zawód w terenie. Rozważamy opcję wzięcia innego samochodu. Będzie nam trudno rozstać się z GAZem ze względu na dach, na którym wspaniale się podróżuje.
Ponadto ma wiele innych zalet takich jak pojemne skrzynie, dużo przestrzeni w środku,
jest wielki i praktyczny do celów filmowych i fotograficznych. Niestety wykładany z własnych kieszeni (i kredytów) budżet tej wyprawy nie przewiduje możliwości zwiększenia nakładów na benzynę o 100%... Musimy coś wykombinować. Przemek, nasz Anioł Stróż, pisze z Polski, żeby wyregulować gaźnik. Mieliśmy nadzieję, że oni już to zrobili.
Bajra drapie się po głowie - "można pasmotrieć". Rozkłada gaźnik na części setne, stuka, dmucha, coś dokręca. Sprawia wrażenie, jakoby wiedział co robi, nie mamy jednak takiej pewności. W końcu jest inżynierem budownictwa a nie mechanikiem. Esse mówi, że będzie dobrze. Andrzej przygrywa na gitarze, Xenia szykuje śniadanie, Tomek ze Światkiem asystują Bajrze, a Piotrek starym obyczajem pewnie gdzieś się zaszył by robić zdjęcia. Piotrek robi naprawdę ładne foty, będzie co pokazać na wystawie.
W końcu ruszamy, jednak nie na długo. Kolejne obwieszczenie Bajry brzmi „benzin niet”. Do bazy parku niedaleko, pchamy gaza z górki, by nie tarasować drogi ;)
Bajra zostaje wyekspediowany z jednym z randżersów po paliwo do najbliższej stacji (20 km stąd), my wynajmujemy UAZa i ruszamy na poszukiwanie antycznych kamieni nagrobnych z VI-VIII w.n.e., podobno są takie w okolicy.
Po drodze napotykamy stada koni, wielbłądy, świstaki, gazele, zające, orły i inne ptaki drapieżne (jakie to nie wiem.. ale myślę, że ornitolodzy z Salamandry mi dopomogą w tej materii – fotki dostarczę : ) ).
Zapomniałabym jeszcze o czymś napisać. Na wycieczkę zabraliśmy trzech gości: Julie z Holandii, Joela z Kanady i Nicka z Anglii. Spotkaliśmy ich w Ułan Bator i zaprosiliśmy na tą wycieczkę. Podpytują już, czy będzie miejsce na wyjazd na Gobi;)
7 września, wieczór
Jedziemy stepem w kurzawie, hałas silnika zagłusza rozmowy, w ramach rozrywki gramy w piłkę, którą znaleźliśmy w jednym z luków bagażowych. Zmierzcha się, postanawiamy nocować przed Ułan Bator by o poranku wjechać do miasta, mamy nadzieję, że będą dobre wieści kontenerowo-żaglowozowe od Firmy Bracia Urbanek.
Tymczasem zauważamy na horyzoncie gąszcz halogenów przebijających się przez tabun kurzu. Mongołowie nie mają w zwyczaju nadużywania świateł zanim nie zapadnie głęboka noc i ciemność. Czyżby to ekipa Dzicz.pl? Któż oświetlałby sobie drogę na stepie tak dokładnie jeśli nie maluchy? Auta mongolskie z wysokim zawieszeniem nie muszą aż tak troszczyć się o drogę. Karawana świateł podjeżdża bliżej. Nie mamy już wątpliwości - to ONI!