GOBI 2008
Wstęp - 30 lat później
AKTUALNOŚCI
RELACJE archiwum
MAPA
Historia wypraw
Żaglowozy
WYPRAWA GOBI 2008
WSPIERAJĄ NAS
Inspiracja
Cele wyprawy
Ojciec Chrzestny
Trasa wyprawy
Uczestnicy
Konstrukcja Gobi 3
Galerie zdjęć
Sponsoring
MEDIA o NAS
inne
Księga Gości
Kontakty
Do pobrania:)
WYSTAWA 3D

Wstęp - 30 lat później arrow AKTUALNOŚCI arrow Ekspresje kuchenne z dziennika kwatermistrza - piątek, 22 sierpnia 2008
Ekspresje kuchenne z dziennika kwatermistrza - piątek, 22 sierpnia 2008 PDF Drukuj Email

Wyprawa dotarła do granicy rosyjsko-mongolskiej. Ostatni sms przyszedł z ziemi niczyjej:

sms: "Właśnie mamy odprawę w Nauszkach, czekamy na tamożnikow. W jednej z toreb rozkwasiły się i zgniły pomidory i kawał ryby więc pewnie nas szybko odprawią :)"

2 godziny później

sms:"My JUŻ :) w strefie ziemi niczyjej. Pada - to dobry znak. Mongołowie uważają, że dobrzy ludzie sprowadzają deszcz. Sainbajnoo!"

A poniżej zaległa relacja, którą otrzymaliśmy dzisiaj:

Witamy po dłuższej e-mailowej przerwie. Z Moskwy przemieściliśmy się koleją transsyberyjską do Irkucka. Pociąg miał kilka godzin opóźnienia...

...co przy obecnych podróżach w czasie i przestrzeni nie zrobiło na nas większego wrażenia. Podróż trwała 4 dni, będąc na 4 godziny przed stacją docelową, w obliczu błyskawicznie zbliżającej się wysiadki już w pośpiechu pakowaliśmy plecaki. W pociągu czas płynął nam raczej imprezowo, poznaliśmy wielu ludzi i wzbudzaliśmy spore zainteresowanie.

16 sierpnia
Moskwa - Plac Czerwony by night i wschód słońca w deszczu.

17 sierpnia
To już drugi dzień naszej transsyberyjskiej podróży. Zadzierzgnęliśmy pierwsze znajomości - pułkownik nazywający siebie "wojennym człowiekiem" śpiewa nam bajkalskie pieśni przy gitarze, pani z dolnej półki bokowej ciągle się uśmiecha, pani z przedziału obok dokształca nas z biologii Bajkału (nie wiem czy wiecie ale połowa bajkalskiej fauny to endemity),
maszynista pozwolił na wizytę w lokomotywie - ogólnie jesteśmy lubiani, pomimo tego, że zajęliśmy 1/3 półek bagażowych i urządzamy wieczorne spotkania w przestrzeni około..hm..łazienkowej;) Teraz przerwa na czaj z małakom w miejscowym restauranie. Nieco już spłowiałe sztuczne róże zdobią nasz stolik, bardzo tu przytulnie i swojsko.

Poniżej parę transsyberyjskich okruchów:

PO LATACH - Ania

Przyzwyczaiłam się już do tego pociągu. to już nie jest tak, kiedy jechało się po raz pierwszy i szokował samowar, zadziwiał pociągowy wewnętrzny handel czapkami z lisa i żyrandolami, człowiek stawiał pierwsze kroki w zdobywaniu umiejętności posługiwania się mikro-umywalką w toalecie celem wykąpania się i umycia głowy. Teraz tak jakoś już swojsko, po staremu, zwyczajnie. Zapewne w tym miejscu ciekawsza będzie relacja tych, którzy koleją ową bieżą po raz pierwszy.



Na toasty.
Na zdarowie! Za drużbę narodów! Za znakomstwo! Za ekspedicju! Ktoś z boku krzyczy też "Za mamku Rasiju"! Dorzucamy: - Za polskich turistów! W kolei transsyberyjskiej pić można a nawet należy za wszystko - to dobry znak, niemal wróżba, powinność. W szklance może być cokolwiek (nawet kisiel Słodka Chwila;) ) ale toast uczcić trzeba. Zwłaszcza za znakomstwo. Ot taki to już urok tej podróży wagonem klasy płackarta. Potem na stole pojawia się suszona ryba (chyba już bardziej wysuszyć by się jej nie dało...;) ),
suszone kalmary (rodzaj miejscowej gumy do żucia), prażona ikra z karpia no i kolejny toast: - Za awiację! Kierowniczka restaurana wysoko podnosi kubek z rosyjskim szampanem i gestem obrazującym start samolotu daje nam do zrozumienia o jaki rodzaj awiacji chodzi. Wszak dziś Dzień Wojsk Powietrzno-Desantowych. To nie szkodzi, że żaglowozy nie latają, czujemy się zakwalifikowani do awiacyjnego toastu, jako że kierowniczka uśmiecha się do
nas przenajszerzej. Nazwaliśmy ją Królewną Wiosną, niech ma jakiś przydomek. - Wsjo w pariadkie? - Da, charaszo, wsjo normalna. Ktoś pyta czy ludzie w Polsce dużo piją. Mówimy, że dużo ale mówi się, że tutaj więcej. - No to wypijmy jeszcze, słyszymy. Na zdarowie!

pozdrawiam, Ania


Z KOLEI TRANSSYBERYJSKIEJ - Piotr

Jedziemy "płackartą" co m.in. oznacza, że gada się z ludźmi, opowiada im się gdzie jedziemy i po co, oni opowiadają z kolei swoje barwne historie, często po kilka razy, jak np. miły i sympatyczny pułkownik lotczik na emeryturze. Mieszka w Kaliningradzie (rocznik 1947, co usłyszałem z 6 razy), ma na imię Misza (roboczo nazywamy go Ljotczikiem). Jedzie nad Bajkał do barguzina. Mieszka z żoną, synem i synową oraz 2-letnią wnuczką w domu (6x8m,
piętrowym) 10 km od Kaliningradu. Zaprasza nas do siebie. Słyszałem to z kolei tak z 8 razy. Ljotczik śpi niedaleko mnie, jest wciąż wesoły i uśmiechnięty. Chrapie. A za oknami wioseczki, bagna, rzeki i kilometrowe pasy brzóz, układające się w biało-szare kreski niczym grafika. Zdążyliśmy popróbować wędzonego dzikiego sazana (karpia), który podwieszony pod światło wyglądał jak szamańska maska. Potem było białe mołdawskie wino własnej roboty, bardzo dobre oraz 6-letni mołdawski koniak o zapachu rodzynek. Na stacjach
(postojach) mało już babuszek sprzedających  jedzenie bo milicja za to goni,
ale cóż wszystko zmienia się. Za 7 godzin, o 3 w nocy czasu miejscowego (21:00 czasu moskiewskiego, 19:00 czasu polskiego) dojedziemy do Irkucka.
Pozdrawiam, Piotr


Z DZIENNIKA KWATERMISTRZA:) - Irek

Drogi Dzienniczku:)
Nasza podróż transsyberiami powoli dobiega już końca, przez co nasuwa mi się wiele refleksji:) Na przykład teraz już wiem, że 5 osób to za mało żeby przenieść naraz około 20 sztuk bagażu ważącego ok. 0,5 tony na trasie 0,5 km w czasie mniejszym niż 30 minut.


Mołdawskie wino i koniak (pomimo, że bardzo dobre) nie dają dobrego efektu końcowego w połączeniu z piwem:) Przesiadka w Moskwie, pomimo wcześniejszych obaw przebiegła nam bardzo sprawnie, być może jest to związane z bardzo dobrym przygotowaniem logistyczno-technicznym naszej wyprawy. Jedyna niespodzianka, jaka nam się przydarzyła było to "złapanie gumy" w największym bagażu (z pumperniklami Schulstad'u) - utrata kółka w wózku. Nie rozwodząc się dłużej, jestem pewien, że przy pomocy 5 tragarzy jacy są na stanie naszej ekspedycji;) dalsza podróż pójdzie nam bardzo sprawnie, bo przecież inaczej być nie może. Z ostatniej chwili: Logistykę transportu kontenera opracowałbym lepiej niż
kolej białoruska...:)
Do następnego razu, pozdrawiam, papa, Irek


EKSPRESJE OD STRONY KUCHNI - Xenia

Jak dotąd Kuchnia nie miała dużych możliwości wykazania się swoim kunsztem kulinarnym. W trasie menu opiera się głównie na zawartości wielkiego zielonego wora U.S. Army nazwanego przez nas pieszczotliwie "Worem - Knorrem" oraz plecaka, w którym zanurzając rękę, za każdym razem można wyciągnąć Słodką Chwilkę zapomnienia (Dr Oetker). Jednakowoż od czasu do czasu wzbogacamy naszą dietę tym, co oferują miejscowe gospodynie sprzedające na stacjach kolejowych swoje specjały. Są to głównie ulubione
już przez nas domowej roboty pierożki z kapustą, "kartoszką" lub farszem ryżowym "z jajcem". Są też i ryby (patrz: wspomnienia Ani i Piotra).
Do następnego obiadu ;) Xenia

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
SPONSORZY GŁÓWNI










PARTNERZY TECHNOLOGICZNI




WSPÓŁPRACA









ROZRYWKA



  • Anna Grebieniow ©
  • Kontakt
  • Start
  • drogę tworzy się, idąc nią...
  • nr konta: Wyprawa GOBI 2008 - mBank 11 1140 2004 0000 3902 5062 4929